Chcecie bajki? Będzie bajka.

Dzień dobry. Co niektórzy z Was wiedzą, że ten blog to tak naprawdę pewnego rodzaju kontynuacja. Bo pierwszy zaczęłam prowadzić szmat czasu temu, w 2012 roku. Dacie wiarę, tyle lat! I szczerze mówiąc szkoda mi jest tych wszystkich tekstów, które miałyby zostać tam zapomniane. Nie przenieśliśmy całości od razu, nie wiedzieliśmy za bardzo jak to ugryźć od strony technicznej. Ale przecież jak się chce to się da! I tak kochani od czasu do czasu (szczególnie, jak będę kompletnie zapisana, czyli zmienię się w czynnie piszącą autorkę) będą tu się pojawiać teksty przenoszone pojedynczo a przy okazji przypominane, bo mam wrażenie, że coś sprzed dziewięciu lat mogło się już zatrzeć w pamięci :) Powiedzcie proszę, że mam rację i że to nie chodzi tylko o mnie i wy również nie do końca pamiętacie co też tam czytaliście pięć, sześć, siedem lat temu :) No i właśnie teraz zapraszam Was na jeden z takich pościków.
Tak więc chcecie (albo i nie :) ) bajki? No to proszę bardzo! Tadam, Magdalena Kordel w odsłonie wstecznej, tekst z lutego 2012 roku :)  

 

Ostatnio jak rozmawiałam z moją koleżanką, ta stwierdziła stanowczo, że koniecznie, ale to koniecznie powinnam na blogu zamieszczać swoje przemyślenia. Niestety ze skrucha przyznaję, że ostatnio z poważnymi rozmyślaniami nad sensem wszechświata (nie pytajcie dlaczego akurat wszechświata, bo sama nie wiem) u mnie krucho. Natomiast wyraźnie na stare lata dziecinnieje i dlatego dziś będzie o bajkach. Ostatecznie przy odrobinie dobrej woli można to podciągnąć pod wywody, może nie filozoficzne, ale w końcu na bezrybiu i rak ryba:) I tak będzie o Jasiu Małgosi i bandzie zwyrodnialców. Kto ciekawy niechaj słucha:)


Jaś Małgosia i banda zwyrodnialców 
Dawno, dawno temu stary i okrutny król pojął za żonę młodą, energiczną królewnę. Król miał dwóch synów, równie złych jak on sam. Od dnia, kiedy młoda królewna pojawiła się na zamku, nie miała łatwego życia. Król i synowie znęcali się nad biedaczką, dniem i nocą nie dając jej spokoju. Ale ona wcale nie zamierzała się poddać…
Poznajecie? Pewnie, że nie, bo to wszystko nie tak.
Gdyby to była prawdziwa bajka, taka, jaką babcie opowiadają swoim wnukom, wszystko w niej byłoby na odwrót. Zwykle to dobry i miły król poślubia złą królową. Król obowiązkowo posiada anielsko piękną i niezaradną córkę, która wręcz prosi o to, by stać się ofiarą okrutnej macochy. Król, który przed ślubem doskonale rządzi swoim królestwem, wygrywa wszystkie bitwy i jest prawdziwym bohaterem, nie wiedzieć czemu po włożeniu obrączki na palec staje się bądź to pantoflarzem, bądź zaślepionym głupcem, który nie widzi, co też nowa małżonka usiłuje uczynić. I tak w tych sprzyjających warunkach zwykle udaje się złej królowej częściowo przeprowadzić swój zamiar. Częściowo, bo jak za potrząśnięciem czarodziejskiej różdżki, w odpowiednim momencie znajduje się  jakiś dobry myśliwy, albo inny jego odpowiednik, który wprawdzie nie sprzeciwia się złej królowej, bo strach go ogarnia, ale miłosiernie zostawia niezaradne dziewczę w dzikim lesie, gdzie na logikę i tak jej się nie uda przeżyć. Młoda królewna ma jednak niesamowite szczęście, bo błądząc natyka się na chatkę siedmiu krasnoludków, którzy, wykorzystując jej trudną sytuację, zatrudniają ją jako pomoc domową. Co więcej, dziewczę musi być chyba niespełna rozumu, bo cieszy się z zaistniałej sytuacji. Nie zastanawia się, dlaczego wszystko się tak potoczyło, nie obwinia ani macochy, ani ojca. Zadziwiające jest również to, że ojciec rozpacza wprawdzie z powodu niewyjaśnionego zniknięcia córki, ale nadal niczego się nie domyśla. Zakończenie znają wszyscy. Zjawia się książę, całuje anielsko piękne i niezaradne dziewczę, po czym uwozi je w siną dal. Tyle tylko, że nie powinniśmy zapominać, że sytuacja lubi się powtarzać. Nie wiadomo, czy bohaterski młodzik w przyszłości nie stanie się pantoflarzem bądź ślepcem. Prawdopodobne jest również to, że słodkie dziewczę pod wpływem przeżyć z młodości straci swą przyrodzoną słodycz i zapragnie zemsty…
No, ale w bajkach wszystko toczy się inaczej. Zastanawiające jest, dlaczego zazwyczaj w tych opowieściach skrajność popada w skrajność. Kobiety albo są okrutnymi, rządnymi władzy wiedźmami, albo też niewinnymi, pozbawionymi jakichkolwiek instynktów przeżycia ofiarami. Negatywnych postaci męskich jest stosunkowo niewiele. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź nasuwa się jedna: autorami bajek byli zazwyczaj mężczyźni. Można wysnuć wniosek, że mieli oni trudne dzieciństwo, albo skłonności do masochizmu. Ale tak naprawdę, po przyjrzeniu się dokładnie zawartości opowiastek można z nich wyciągnąć trochę inną treść niż ta, na którą na pierwszy rzut oka zwraca się uwagę. I tak zobaczmy, czym karmimy nasze pociechy.
Weźmy pierwszą z brzegu bajkę o Jasiu i Małgosi. Jeżeliby ktoś miał odpowiedzieć na pytanie, kim jest najgorsza postać z tej opowieści, bez zastanowienia wskazałby Babę-Jagę. Tymczasem pomija się zazwyczaj kilka istotnych szczegółów. Otóż weźmy chociażby ojca rzeczonej pary. To właśnie nikt inny tylko on za namową złej (a jakże) macochy wyprowadza swoje własne dzieci i zostawia je w ciemnym lesie. Co więcej, tatuś musi być chyba zupełnie pozbawiony sumienia, bo dwukrotnie dzieciom udaje się wrócić do domu, a on, byleby tylko uciszyć zrzędliwą żonkę, z uporem maniaka usiłuje swoje dziatki zgubić w niebezpiecznej gęstwinie. Oczywiście później tego żałuje, ale przeciwstawić się swojej małżonce nie ma odwagi. Kolejny klasyczny przykład pantoflarza. Idźmy więc dalej. Dzieci błądzą w lesie, aż w końcu spotykają na swej drodze domek z piernika. Tłumacząc się głodem, pożerają dużą część chatki. Nietrudno się dziwić Babie-Jadze, że lekko się zirytowała, widząc poczynione szkody. Dobrze wychowane dzieci powinny przecież najpierw zapukać, aby poprosić o pomoc i jedzenie. Potem okazuje się, że Baba-Jaga to zbzikowana staruszka, która na domiar złego uprawia kanibalizm. Typ niewątpliwie paskudny. Ale miała godnych siebie przeciwników. Jaś i Małgosia, współpracując ze sobą (patyczek, a potem przebiegłość Jasia, który twierdzi, że nie wie, jak usiąść na łopacie), wpychają Babę-Jagę do pieca. Można stwierdzić, że była to obrona konieczna. Ale na tym nie koniec. Dzieci nie wykazują ani cienia żalu po tym, jak przecież, było nie było, pozbawiły życia staruszkę. Mało tego. Plądrują jej chatkę, znajdują skarb i wracają do domu, który o dziwo bez trudu tym razem znajdują. Nie potrzebują kamyczków ani też okruszków. Czeka tam na nich skruszony ojciec, który w końcu zdobył się na odwagę i wypędził macochę. I cała trójka przestępców (bo jak inaczej ich nazwać?) do końca życia żyje w dostatku za pieniądze (rentę, emeryturę?) zamordowanej staruszki, która być może nie była aniołem, ale jako jedyna poniosła najsroższą karę. Nagłe wypędzenie macochy przywodzi też na myśl, że wszystko było ukartowane. Ojciec po prostu nie miał ochoty się z nią dzielić zdobytym bogactwem.
Analizując tak wszystkie bajki można stwierdzić, że większość postaci w nich występujących to stworzenia cierpiące na zaburzenia psychiczne, upośledzone lub zdegenerowane. Nic dziwnego, że karmione nimi od małego dzieci mają w głowie potężny chaos. Bo jak tu być dzielnym bohaterem, kiedy zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że w końcu jakaś baba weźmie cię pod pantofel, a ojciec wyprowadzi do lasu? Dziewczynki są w jeszcze gorszej sytuacji, bo do wyboru mają bycie biedną, nieumiejącą o siebie zadbać królewną, która zamknięta w wieży wylewa łzy i czeka na księcia, który potem, wyrywając jej włosy, wspina się do jej samotni, wcale a wcale nie zważając, że piękność kona z bólu, albo bycie złośliwą i paskudną wiedźmą. Nic dziwnego, że często zdarza się tak, że opierając się na takich wzorcach, urocze i niewinne dziewczę przeistacza się w złośliwą i pałającą zemstą babę, której żaden książę już nie zaszkodzi.

 

26 marca 2021