Dorota Gąsiorowska - Obietnica Łucji i Primabalerina
Dzisiaj lekko w przeszłość, czyli co czytałam pięć lat temu...

Zapraszam Was do powrotu do przeszłości, w nowym miejscu postanowiłam wspomnieć niektóre artykuły z mojego starego bloga, gdzie jednym z ważnych elementów funkcjonowania były recenzje książek. Ciekawa jestem, czy dzisiaj, po pięciu latach, pamiętacie jeszcze te pozycje. Napiszcie w komentarzu, czy wspominacie je dobrze, a może w ogóle ich nie czytaliście?

 

Obietnica Łucji

Obietnica Łucji kilka słów o książce od Magdaleny Kordel, Dorota Gąsiorowska Są książki, które przepełnia muzyka, które nucą, śpiewają, mruczą słowa piosenek. Zazwyczaj dzieje się tak wtedy, gdy autor podczas ich pisania słucha, mruczy i czasami podśpiewuje. Specjalnie dla Was podpytałam panią Dorotę jak to wygląda u niej :) Zapraszam, przeczytajcie co nam zdradziła.

 

Kochani, każdy pisarz ma swoje sposoby na przywołanie weny twórczej, która niestety czasami jest dość kapryśna. W moim przypadku zawsze sprawdza się muzyka. Kiedy piszę, zazwyczaj namiętnie słucham różnych utworów. One potem znajdują się w moich książkach. To trochę tak, jakbym zasłyszane dźwięki zamieniała na słowa.
Kiedy pisałam Obietnicę Łucji i Marzenie Łucji, moje wcześniejsze książki, nieustannie słuchałam muzyki fortepianowej. Moja znajoma, skrzypaczka, po przeczytaniu Obietnicy Łucji powiedziała, że właśnie muzyka najbardziej zauroczyła ją w tej powieści i że tę muzykę czuje się od pierwszej do ostatniej strony książki. Zresztą, fortepian to instrument, który zainspirował mnie do napisania tej historii. Obietnica Łucji powstawała przy dźwiękach Yirumy i Lodovico Einaudiego.

Pisząc Primabalerinę, rozsmakowałam się w utworach Yanna Tiersena. Kiedy Nina spacerowała urokliwymi, lwowskimi uliczkami, kiedy odwiedzała zabytkowe miejsca, słuchała - moimi uszami - muzyki z filmu „Amelia”, skomponowanej przez Yanna Tiersena. Nina, podobnie jak „niedzisiejsza” Amelia, przechadzająca się klimatycznymi paryskimi ulicami, idealnie wkomponowała się w tło Starego Miasta we Lwowie.
Ciekawe dźwięki zainspirowały mnie także do stworzenia postaci Serge’a, Francuza z ukraińską duszą, który wędrując każdego ranka cichymi lwowskimi ulicami, rozsiewał ze swojego wiekowego instrumentu ulotne dźwięki.
W Primabalerinie pojawia się też piękny utwór Le cygne. Porusza on serce głównej bohaterki, przywołując zapomnianą przeszłość. Kusi, intryguje i jest katalizatorem zmian w jej życiu.
Muzyka, podobnie jak pisanie jest dla mnie trochę sposobem na życie, na jego przeżywanie. Piszę, słuchając muzyki. A kiedy słucham muzyki, przyfruwają do mnie różne pomysły, które muszę natychmiast złapać, żeby mi nie uciekły. Zapisuję je wtedy na kartkach moich brulionów, a między kolejnymi słowami plączą się dźwięki. Może uda się wam usłyszeć je w moich książkach?

A teraz, uwaga pytanie do Was: melodia, piosenka, którą nosicie w sobie od tak dawna, że nawet nie pamiętacie skąd się wzięła. Albo pamiętacie, ale nuci Wam w głowie zawsze, bo jest w jakiś sposób szczególna. Opowiedzcie o niej i podajcie tytuł. Zrobimy jedyną w swoim rodzaju listę przebojów. 

 

 

Primabalerina, 

 czyli o smutku pogodzenia

 
Kilka słó Magdaleny Kordel o ksiażce Primabalerina, recenzja, opisNina nic o sobie nie wie. To wszystko co dla większości jest oczywiste dla niej pozostaje jedną wielką niewiadomą. Nie wie kim byli jej rodzice, nie zna swoich korzeni. Jedyne co łączy ją z przeszłością to piękna chusta z wyhaftowanym imieniem "Nina". To właśnie w nią była owinięta gdy znaleziono ją na progu sierocińca prowadzonego przez zakonnice. I od tego momentu to one stają się jej rodziną. Jednak mylicie się jeżeli myślicie, że dziewczyna ma żal do swoich rodziców, albo, że pragnie poznać przeszłość. Nina już od początku powieści jest pogodzona. Ze sobą, z tym co było, z tym co jest. Ma pracę w Domu Spokojnej Starości, przyjaciółkę, zakonnice, które od czasu do czasu odwiedza. Nie zamierza dociekać, dlaczego dawno temu ktoś zostawił malutką dziewczynkę samej sobie. Na łaskę i niełaskę obcych ludzi .Jest pogodzona ale czy szczęśliwa? Nie szuka i nie spodziewa się, że przeszłość sama się o nią upomni. Ale tak właśnie się dzieje. Jedna z pensjonariuszek Domu Spokojnej Starości zaprzyjaźnia się z Niną. I to za jej sprawą dziewczyna wyjedzie do Lwowa. Można by rzec, że to starsza pani w pewien sposób odczaruje dziewczynę. Zdejmie z niej urok smutku pogodzenia i zapali w jej duszy płomyk ciekawości, który stopniowo będzie przybierał na sile i sprawi, że oprócz chęci poznania przeszłości Nina poczuje przypływ nadziei, odwagi i siły. I pozna historię pewnej porcelanowej baletnicy, która nieoczekiwanie zamieni się w realne postacie... Primabalerina Doroty Gąsiorowskiej jest powieścią, która utwierdza czytelnika w przekonaniu, że w życiu nie należy się bać. Że warto kochać, wierzyć i pragnąć. I nie uciekać, bo to co na nas czeka i tak znajdzie do nas drogę. A czasem warto temu czemuś po prostu wyjść naprzeciw.
 
Napiszcie, czy czytaliście, a może wrócicie do tych książek, a może ktoś ich nie czytał i teraz po nie sięgnie po raz pierwszy? Gorąco Was zachęcam.
Wasza Magda

 

23 marca 2021